Już jakiś czas temu na blogu Wojtka Kyciaka ukazał się ciekawy artykuł na temat upadku sklepu SilverTobbaco.pl. Bardzo polecam lekturę, pokazuje ona tylko niektóre z wielu przeciwności na jakie natknąć się można tworząc i prowadząc sklep internetowy - jedną z nich jest gospodarka magazynowa.
Wielokrotnie spotykałem się z opinią, że założenie sklepu internetowego, to super biznes - kupujesz oprogramowanie, wstawiasz produkty i voila!, kręci się samo. Miałem wielu niedoszłych klientów, którzy z takim założeniem pisali z pytaniami o jak najtańszą ofertę. Ba, niektórzy w ogóle nie chcieli nic inwestować, tylko podzielić się ze mną przyszłymi olbrzymimi zyskami… W taki wypadkach proponuję zawsze kredyt i podzielenie się przyszłymi zyskami z bankiem - od tego właśnie są instytucje finansowe, a nie programiści.
Tymczasem prowadzenie sklepu internetowego także wymaga kapitału. Najpierw oprogramowanie i design - to już kilka tysięcy złotych. Potem reklama, o której wielu właścicieli sklepów online w ogóle nie myśli - same kampanie w wyszukiwarkach internetowych to od kilkuset do kilku tysięcy miesięcznie. W przypadku niektórych branż warto postarać się też o reklamę w prasie (min. kilka tysięcy miesięcznie). I tak dalej i tak dalej, teoretycznie każdy o tym wie i każdy się zgadza.
Okazuje się jednak, że często największy kapitał potrzebny jest na zakup towaru, który będziemy mieli na magazynie. W zależności od branży będzie to od minimum kilku tysięcy do kilkunastu czy kilkudziesięciu. To, czego nie będziemy mieli na magazynie - będziemy musieli sprowadzać od dostawcy. Pół biedy jeżeli jest to lokalna hurtownia (wtedy jednak nasze ceny będą raczej mało konkurencyjne), gorzej jeżeli naszym źródłem są producenci czy dystrybutorzy z całej Polski (czy nawet zagranicy). Zamawiając u nich cokolwiek zwykle musimy osiągnąć jakąś kwotę zamówienia hurtowego, często im większe będzie to zamówienie, tym większy otrzymamy rabat. Na początku jednak nie mamy tylu klientów, aby sprzedać im taką ilość towaru, szczególnie jeżeli w naszej branży jest duża różnorodność produktów. Co zrobić gdy jeden z produktów od tego dostawcy skończy się na magazynie - następne duże zamówienie, którego prawdopodobnie nie potrzebujemy?
W sklepach internetowych spotykane są dwa podejścia do tego problemu. Możemy w ofercie dla klientów mieć wyłącznie towary, które mamy na magazynie - pozostałe wyłączać do czasu nowej dostawy. Niestety w wielu branżach właśnie szeroki wybór produktów jest jedną z zalet zakupów online. O ile w sklepie tradycyjnym klient z braku upatrzonego produktu - często kupuje inny, podobny, to w sklepie online jeżeli nie znajdzie wybranego aparatu cyfrowego bądź konkretnego kosmetyku - poszuka po prostu u konkurencji.
Drugim sposobem jest podawanie czasu realizacji dla każdego produktu. Jeżeli mamy go na magazynie, to realizacja będzie natychmiastowa (zwykle do 24 godzin), jeżeli nie, odpowiednio dłuższa (np. do 7 dni). Takie podejście ma dwie poważne wady. Po pierwsze klienci często nie czytają tego co jest napisane na ekranie, nawet kilka razy powtórzona informacja o czasie realizacji np. “do 14 dni” daje nam co najmniej kilka procent osób, które po dwóch dniach i tak zadzwonią z pretensją, że nie otrzymali jeszcze paczki. Po drugie danego produktu może z różnych przyczyn nie być już u naszego dostawcy - przyjęliśmy zamówienie, czasami także płatność za nie, a nie możemy go zrealizować - wpadka.
Drugi sposób jest preferowany przez większość sklepów i uważam, że w 9 na 10 przypadków będzie zdecydowanie lepszy. Należy jednak pamiętać, że aby go sensownie zrealizować potrzebujemy porządnego oprogramowania magazynowego - możliwości ustawiania stanów minimalnych, określania dostawców, automatycznego ustawiania dostępności (w zależności od tego, czy produkt jest na magazynie czy nie), generowania raportów (np. listy produktów zamówionych od jednego dostawcy z uwzględnieniem stanów minimalnych), itp. Większość gotowych silników sklepowych nie ma tego typu rozwiązań - dobrze, jeżeli możemy wpisać przynajmniej liczbę produktów na magazynie. Możemy skorzystać z zewnętrznego oprogramowania - typu Symfonia, Subiekt, WF-Mag, jednak wtedy dochodzi koszt jakiejś synchronizacji danych między nim a sklepem…
W REBEL.pl mieliśmy to szczęście, że w momencie startu (XI 2003) w branży gier towarzyskich było zaledwie kilku poważnych graczy i około 200-300 produktów w sumie. Jednak poza nimi - w ofercie mieliśmy także puzzle i gry komputerowe. Te ostatnie bardzo szybko okazały się niewypałem - na rynku była już silna konkurencja, tytułów było mnóstwo, ceny wysokie a klienci straszliwi (to temat na osobny wpis :)). Puzzle natomiast spotkały się z podobnymi problemami jakie miał Maciek w SilverTobbaco.pl - jest bardzo wiele wzorów i nie ma wśród nich wyraźnych “hitów”. Klienci wybierali bardzo konkretne puzzle - chociaż zdawałoby się, że co za różnica - takie czy takie ujęcie gór… Po kilku miesiącach zdecydowaliśmy się na wydzielenie nowego sklepu - PUZEL.pl, ponieważ grupy docelowe gier towarzyskich i puzzli pokrywały się w zbyt małym zakresie. Postawiliśmy na serię zachęt do kupowania puzzli, które mamy na stanie. Na stronie głównej pojawiały się jako polecane / nowości / itp. wyłącznie produkty będące na magazynie a w wyszukiwarce jako domyślną opcję daliśmy “dostępność do 48 godzin”. To w dużej mierze pomogło, jednak niewystarczająco - więc wszystkim puzzlom, których nie mieliśmy na magazynie ustawiliśmy czas realizacji “do miesiąca” (najbardziej zniechęcający). Te zabiegi w końcu zdały egzamin, zamówienia stały się bardziej przewidywalne (oczywiście kosztem ich liczby) a od dostawców mogliśmy brać większe dostawy 1-2 razy w miesiącu. Oczywiście taka strategia - mimo, że łączy dwa podejścia opisane powyżej, nadal wymaga sporego magazynu. W branżach, w których konkurencja cenowa ma duże znaczenie (w przypadku puzzli akurat niewielkie) można pokusić się także o automatyczne podnoszenie i obniżanie cen w zależności od tego, czy mamy produkt na stanie - dla produktów na magazynie cena byłaby niższa, aby zachęcić do wyboru właśnie tych pozycji.
Niestety, mimo rozwiązania problemu magazynu, PUZEL.pl zmaga się z zupełnie innymi przeciwnościami, które spowodowały, że parę dni temu rozpoczęliśmy proces jego zawieszania. Prawdopodobnie zaraz po Nowym Roku sklep w obecnej formie przestanie istnieć i chociaż mam nadzieję, że jeszcze wróci, to na pewno nie szybciej niż za kilka miesięcy.